Grzybobranie z facetem

Nie jest to łatwa sprawa jechać na grzyby z facetem i się dostosować, bo chłop kieruje i w zasadzie nie można nic poradzić, by przemówić mu do rozsądku. Kurczę, no ile można tłumaczyć, że jest las, a tam nie ma nas?! Nici wyszły z grzybów, ale zmasowany atak wroga jednak zrobił swoje. Uparłam się i chociaż z tej opieki nad facetem nazbieraliśmy ładne parę jabłek (oczywiście kradzione i jeszcze spod kościoła) ze starej jabłonki, to wracając poprawiliśmy orzechami (też z drogi „zajumane”), bo co? Miały tak sobie leżeć do wiosny? No przecież Matka Natura daje nam tyle, ile można, a szkoda, by się to wszystko zatraciło… Ale jabłka były super!

Dodaj komentarz