Bundeswehra i bomby

Oglądając program z podopiecznym dowiedziałam się, jak przy pomocy robota rozbraja się miny i to przeciwpancerne. Opiekować się mogę, ale nie w takim stylu. Jest taki robot o nazwie „TeODOr” , który jest w zasadzie sondą. Każda mina ma metal, więc jest idealnym wykrywaczem metali do dwóch km. Sam strój sapera waży ok. 40kg. Najgorszy jest chyba śnieg, bo wtedy trzeba oznaczyć farbą miejsce i powoli zobaczyć, czy 2 wyzwalacze nie wywołają wybuchnięcia głównego pocisku. Oboje z podopiecznym patrzeliśmy na to i oboje byliśmy wystraszeni, ponieważ terroryści potrafią nawet podłożyć do rury wydechowej nawet 5kg plastiku…. Straszne. I bądź tu człowieku bezpieczny pracując za granicą w Niemczech.

Powoli wiosna

Dzisiaj było już 9 stopni na plusie i ludzie poczuli się wiosennie. Są mili i serdeczni dla innych. Warto takich ludzi szanować i jak czasami potrzebują pomocy, to się nimi opiekować. W ogródkach też powolutku widać zmiany. Czekamy na krokusy, przebiśniegi i ciągle obserwujemy czy już widać jakieś zielone akcenty. Kiedy się spotykamy w markecie ze znajomymi to już czuć wiosnę w ich sercach. Fajnie się wtedy człowiek czuje i ma się ochotę pójść do najbliższego parku i poszukać gałązek z zielonymi pąkami. Co prawda jest to tylko przedwiośnie, ale będąc w pracy jako opiekun, to zaczynają się problemy ze zdrowiem podopiecznego. Ale to już inna działka.

Walę tynki dzisiaj

Dzisiaj niby Dzień Zakochanych, ale dla nas opiekunów jest to normalny dzień pracy. Tak, że walimy tynki, by być z podopiecznymi. Tłuczemy gary, robimy posiłki, sprzątamy, żeby potem wypić popołudniową kawę i zjeść ciasto z naszym chorym i jak się zdarzy to z rodziną także. Wychodzi na to, że nawet w inne święta jesteśmy pod presją pracy przy chorym. W końcu niestety wyjeżdżamy, by opiekować się ludźmi chorymi, czy seniorami. Jednak czasami nam się udaje trochę poszaleć i kwestią jest wtedy to, czy coś zrobimy fajnego, czy to będzie normalny dzień pracy. Przeważnie wychodzi to drugie, ale warto ze zwykłego dnia zrobić święto.

Apetyty seniorów

Jadąc do pracy jako opiekunka ludzi starszych nigdy nie wiemy z kim i czym będziemy mieć do czynienia. Z czym, to już wiemy: opieka nad chorym, czy chorą, jak to wygląda i jak jest procedurka dzienna. Potem mogą zacząć się schody ze względu na to, czy chory ma jakąś specjalną dietę, czy czegoś nie lubi jeść, albo co bardzo lubi. Należy się zapytać rodziny jakie ma nawyki żywieniowe i jak mamy gotować w końcu? Także jest to problem, jeżeli mieszkamy razem z chorym i np. także z żoną, czy synem i córką, bo i tak nie gotuje się tylko dla jednej osoby. Wtedy myślę, że warto dzień wcześniej ustalić, co na obiad na drugi dzień i czy wszystkim będzie menu pasować?

Akcje szpitalne

Spotyka nas często, że jesteśmy sami z podopiecznym lub podopieczną i zaczyna się coś dziać niedobrego. Wiadomo, że w tym momencie reagujemy szybko i wzywamy pogotowie do domu. Wtedy jest sajgon, bo szybko trzeba udzielić pomocy we własnym zakresie, odkluczyć drzwi,by można było wejść swobodnie, powiadomienie rodziny, przygotować papiery i czekać aż pomoc nadjedzie. Taki system jest w Niemczech będąc opiekunką. Jeżeli mamy z tym styczność, to przyjeżdżając koniecznie musimy się z tym wszystkim zapoznać już w pierwszym dniu, choć jeszcze możemy pofolgować, bo w następnym już bierzemy się do pracy, a zmienniczki już nie będzie…

Zawadiackie dzieci i opieka

Trafiłam do Niemiec jako opiekunka do dziecka i to była niestety nie bardzo miła niespodzianka na miejscu. Spojrzałam na dziecko i w zasadzie od razu wiedziałam z kim mam do czynienia i że lekko z nim to chyba nie będzie. Chłopczyk okazał się tzw. „żywym srebrem” i wszędzie było go pełno. Takiego biegania i uganiania się za łobuziakiem nie miałam jeszcze, i to w dodatku w obcym języku. Na początku to jeszcze parę razy pokrzyczałam, ale później przypomniałam sobie radę mojej koleżanki, która była nauczycielką w przedszkolu i zaczęłam powtarzać ciszej 15 razy to samo, ale na spokojnie. Okazało się, że po pewnym czasie dziecko już było OK i w dodatku wyciszone.

Oj dzieci

Są dzieci, które mają fantazję i nie przynoszą nam laurek, ale są i takie, co przyzwyczają się do opiekunki. Czasami fajnie jest, kiedy jedziemy do Niemiec i za bardzo nie znamy języka. Wtedy one nas uczą słownictwa, a jak nie rozumiemy, to nam palcem pokazują, o co im chodzi i potem posługują się rzeczownikami lub czasownikami, ale tylko słyszymy pojedyncze słowa i sami musimy się domyślać. Trochę to kłopotliwe, bo my słabo rozumiemy, ale ważne jest, by kontakt był dostępny w dwie strony. Dobrze jest, kiedy rodzice nas także uczą słów, którymi się dziecko posługuje. Przebywanie w zasadzie non stop z maluchem pozwala nam poznać dziecko i język.

Remonty

Remonty zazwyczaj robią nasi „chlebodawcy” kiedy jesteśmy i tak opiekunami w Niemczech. Bywa jednak, że to właśnie my musimy pewne rzeczy załatwić. Grunt, żeby jakoś znać język i przygotować się do rozmowy w innym języku. Jest to w sumie trudne, ale czasami nie możemy się porozumieć z rodziną i sami musimy wykonać prośbę naszego podopiecznego. No niestety, twierdzi, że np. elewacja się sypie i ma akurat pieniądze, by wykonać remont. I tu jest pies pogrzebany, bo musimy wykonywać zadanie, które do nas nie należy. Ale w sumie jest to dla nas korzystne, ponieważ się uczymy sami robić takie zadania. Przyda się nam to w życiu.

Przepis

Przepisy kojarzą nam się zazwyczaj z kuchnią. Ale kiedyś był film o przepisie na życie. Taki pewnie niektórzy wybrali dla siebie. Jadąc do Niemiec jako opiekunka, czy opiekun liczymy się z tym, że jakoś damy sobie radę i wrócimy do domu cali i zdrowi. Znowu nasuwa się zdanie: pokaż na co cię stać… Dlatego chyba jedziemy i kombinujemy, by ze swoim przepisem jakoś przebrnąć przez ten czas. Ale mam 1 przepis: ciasto ze śliwkami, albo rabarbarem, czy wiśniami. Dać 0,5kg mąki, ciepłe masło (0,5 kostki) 3 jajka, cukier (na oko, jak kto lubi)szczypta soli, drożdże na pół kilo mąki. Zrobić zaczyn, wlać do mąki, i jak wyrośnie to reszta i porządnie wymieszać. Potem na koniec okruchy, czyli 1:1:1 mąka, cukier i tłuszcz.

Co robić?

Jest nie raz takie zdarzenie, że nasza zmienniczka ląduje w szpitalu i natychmiast musimy ją zastąpić. Organizacja takiego wyjazdu jest wtedy błyskawiczna, a my musimy się spiąć i jechać, bo firma prosi, czyli koniec urlopu i do roboty. No tak jest, gdy takie rzeczy się dzieją, albo nawet ktoś z rodziny ciężko zachoruje. Jako opiekuni mamy tylko jeden problem: jak najszybciej dotrzeć do domu lub w drugą stronę. Praca jako opiekun, czy opiekunka powoduje, że stykamy się z różnymi sytuacjami, zarówno naszymi, jak i naszych zmienników. W końcu życie to ciągłe zdarzenia i trzeba się w tym całym bałaganie odnaleźć i mieć głowę na karku.